– Nie.

– Moze nie jestes w ciazy.

– Jestem.

– Nie przytylas.

– Za wczesnie, aby bylo cos widac.

Milczal przez chwile, wpatrujac sie w drzewa i czarna, oleista rzeke za nimi. Potem rzekl:

– Jak moglas mi zrobic cos takiego?

Jego pytanie zupelnie zbilo ja z nog. Spojrzala na niego rozdziawiajac szeroko usta, a kiedy zorientowala sie, ze nie zartowal, wybuchnela gromkim smiechem.

– Moze niespecjalnie uwazalam na lekcjach biologii, ale wydaje mi sie, ze TY zrobiles to MNIE, a nie na odwrot. I nie probuj zwalac winy na partenogeneze.

– Parte… co?

– Partenogeneze. Nastepuje wowczas, kiedy samica zachodzi w ciaze bez udzialu samca zapladniajacego jajo.

Z nuta nadziei w glosie zapytal:

– Czy to moze wchodzic w gre?

Boze, co za duren. Dlaczego w ogole mu sie oddala? Nie mieli ze soba nic wspolnego. Ona byla uzdolniona artystycznie – grala na flecie, lubila rysowac. Jerry absolutnie nie interesowal sie sztuka. Lubil samochody i sport, natomiast Amy nie znosila rozmow na te tematy. Uwielbiala czytac – on uwazal ksiazki za rozrywke dla dziewczyn i pedalow. Z wyjatkiem seksu, samochodow i futbolu zaden temat nie byl w stanie zainteresowac go dluzej niz przez dziesiec minut. Nie potrafil sie skupic – jak male dziecko. Dlaczego wiec mu sie oddala? DLACZEGO?

– Och, oczywiscie – powiedziala w odpowiedzi na jego pytanie. – Jasne ze partenogeneza moglaby wchodzic w gre… gdybym byla owadem. Albo roslina pewnego okreslonego gatunku.

– Jestes pewna, ze to nie przytrafia sie ludziom? – zapytal.

– Boze, Jerry, przeciez nie mozesz byc taki glupi. Zgrywasz sie, prawda?

– Kurwa, nigdy nie uwazalem na lekcjach biologii starej Ameby Peterson – rzucil w charakterze usprawiedliwienia Jerry. – To zawsze mnie nudzilo jak jasny gwint.

Milczal przez pare minut, a ona czekala. Wreszcie sie odezwal:

– I co masz zamiar zrobic?

– Usune – odparla.

W mgnieniu oka sie rozpromienil.

– Tak. Tak bedzie najlepiej. Naprawde. To madre rozwiazanie. Najlepsze dla nas obojga. No bo wiesz, jestesmy za mlodzi, aby zwiazac sie przez jakies dziecko.

– W poniedzialek urwiemy sie ze szkoly – stwierdzila. – Znajdziemy lekarza, umowimy sie na wizyte i zalatwimy te sprawe definitywnie.

– Chcesz, zebym z toba poszedl?

– Oczywiscie?

– Dlaczego?

– Na milosc boska, Jerry. Nie chce isc tam sama. Nie chce sama stawiac temu czola.

– Nie masz sie czego bac – stwierdzil. – Dasz sobie rade. Wiem, ze potrafisz.

Spojrzala na niego.

– Pojdziesz ze mna. Musisz. Po pierwsze dlatego, ze to ty wybulisz za zabieg. Moze bedziemy musieli odwiedzic kilka gabinetow, zeby wybrac taki, gdzie bedzie najtaniej. – Wzdrygnela sie. – To zalezy od ciebie.

– To znaczy… chcesz, zebym to JA zaplacil za zabieg?

– Sadze, ze to uczciwe.

– Ile?

– Nie wiem. Przypuszczam, ze pare setek.

– Nie moge – stwierdzil.

– Co?

– Nie moge za to zaplacic, Amy.

– Przez ostatnie dwa lata pracowales podczas wakacji. I dorabiasz sobie w prawie wszystkie weekendy.

– Dobrze wiesz, ze za sprzatanie i ukladanie towarow na polkach w sklepie spozywczym placa mame grosze.

– Minimum socjalne.

– Tak, ale…

– Kupiles ten samochod i wyremontowales go. Masz tez spore oszczednosci. Nieraz mi sie tym chwaliles.

Skrzywil sie.

– Nie moge tknac oszczednosci.

– A to dlaczego?

– Bo potrzebuje kazdego centa na wyjazd do Kalifornii.

– Nie rozumiem.

– Za dwa tygodnie po rozdaniu swiadectw spieprzam z tego cholernego miasta Tu nie ma dla mnie przyszlosci. Royal City. Smiechu warte. To zadupie nie ma w sobie nic krolewskiego. Z wyjatkiem nazwy. A w ogole co to za miasto? Pietnascie tysiecy ludzi zyjacych w samym srodku Ohio, czyli tam, gdzie diabel mowi dobranoc.

– Mnie sie tu podoba.

– Mnie nie.

– Co spodziewasz sie znalezc w Kalifornii?

– Zartujesz sobie? Dla faceta z glowa jest tam cala masa rozmaitych mozliwosci.

– Ale co spodziewasz sie tam znalezc dla SIEBIE? – spytala.

Nie zrozumial, co miala na mysli; nie poczul nawet, kiedy wbila szpile.

– Juz ci mowilem, malenka. W Kalifornii czlowiek ma przed soba wiecej perspektyw. Los Angeles. To miejsce w sam raz dla mnie. Kurwa, tak. Facet taki jak ja w miescie takim jak L. A. moze zajsc naprawde daleko.

– Co chcesz tam robic?

– Cokolwiek.

– To znaczy?

– Po prostu cokolwiek.

– Od jak dawna planujesz wyjazd do Los Angeles?

– Od roku – odrzekl z kretynskim usmieszkiem.

– Nigdy mi o tym nie mowiles.

– Nie chcialem cie denerwowac.

– Po prostu zamierzales cichaczem sie ulotnic.

– Alez nie. Nie, mialem zamiar byc z toba w kontakcie, malenka. Myslalem sobie nawet, czyby cie ze soba nie zabrac.

– Znajac cie, na pewno. Jeny, MUSISZ zaplacic za aborcje.

– A dlaczego TY nie mozesz za nia zaplacic? – wychrypial. – Ubieglego lata tez pracowalas. I w weekendy dorabiasz sobie tak samo jak ja.

– Matka kontroluje moje oszczednosci. Nie jestem w stanie wybrac tak duzej sumy nie mowiac jej, po co mi tyle pieniedzy. Nie ma takiej mozliwosci.

– A wiec powiedz jej.

– Boze, nie moge. Zabilaby mnie.

– Pokrzyczy, pokrzyczy i najwyzej przez jakis czas bedziesz miala areszt domowy Ale przejdzie jej.

– Nie przejdzie. Zabije mnie.

– Nie wyglupiaj sie. Nic ci nie zrobi.

– Nie znasz mojej matki. Okropnie zasadnicza, a czasami bywa podla. Poza tym jestesmy katolicka rodzina. Matka jest bardzo pobozna. Bardzo, bardzo pobozna. A dla poboznej katoliczki aborcja jest strasznym grzechem. To morderstwo. Zdarza

Вы читаете Tunel Strachu
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату