przyjemnego, jak rozumiem, zdrowe spacery po okolicy i tak dalej. Musze zaznaczyc, ze panscy zwierzchnicy nie otrzymali takiej propozycji.
Wiec dlaczego nam ja skladacie? — zastanawiala sie Polly. Przestraszyliscie sie? Gromady dziewczyn? To przeciez bez sensu.
Czlowiek z cygarem mrugnal do Polly porozumiewawczo. Mial bardzo staroswiecki mundur — stary helm, polpancerz, troche zardzewiala kolczuge, wielkie buty. Nosil go tak, jak robotnik nosi swoj kombinezon. W przeciwienstwie do zlocen i blyskow, ktore widziala przed soba, swym uniformem przekazywal tylko jedna informacje — ze nie zamierza dac sie zranic. Nie nosil zadnych insygniow, Polly zauwazyla tylko przypieta do pancerza nieduza tarcze.
— Jesli panowie pozwola — rzekl Bluza — chcialbym sie naradzic z moimi ludzmi.
— Panskimi ludzmi? — rzucil Rust. — Przeciez to banda kobiet, czlowieku!
— W tej chwili, sir — odparl chlodno Bluza — nie wymienilbym ich na dowolnych szesciu zolnierzy, jakich moglby pan zaproponowac. Czy zechca panowie poczekac na zewnatrz?
Zle ubrany czlowiek z cygarem zasmial sie cicho. Jednak pozostali wyraznie nie podzielali jego poczucia humoru.
— Chyba nie myslicie powaznie o odrzuceniu naszej oferty! — zirytowal sie lord Rust.
— Mimo to, sir… prosze o kilka minut. Jestem przekonany, ze panie wolalyby miec chwile tylko dla siebie. Jedna z nich spodziewa sie dziecka.
— Co? Tutaj? — Cala grupa cofnela sie jak jeden. — Jeszcze nie, jak sadze. Ale gdyby panowie wyszli z kuchni… Gdy oficerowie wycofali sie do bezpiecznego korytarza, porucznik zwrocil sie do swojego oddzialu.
— I jak, zolnierze? To bardzo atrakcyjna propozycja, musze przyznac.
— Nie dla nas — odparla Stukacz.
Loft kiwnela glowa.
— Ani dla mnie — dodala Kukula.
— Czemu nie? — zdziwil sie Bluza. — Dostalabys meza.
— To moze byc troche trudne — wymamrotala. — A poza tym, co z inwazja?
— Nie pozwole sie odeslac do domu jak pakunek — oswiadczyla Igorina. — Zreszta ten czlowiek ma obrazliwa strukture kosci.
— Szeregowy Goom chwilowo nie moze sie wlaczyc do dyskusji — westchnal Bluza. — Zostalas tylko ty, Polly.
— Dlaczego oni to robia? — spytala Polly. — Dlaczego chca nas usunac z drogi? Czemu zwyczajnie nas nie zamkna? Przeciez cel tu nie brakuje.
— Och, moze sa wyczuleni na slabosci waszej plci — powiedzial Bluza i natychmiast zaczal sie smazyc w ich spojrzeniach. — Nie mowilem przeciez, ze ja jestem — dodal szybko.
— Mogliby zwyczajnie nas pozabijac — uznala Stukacz. — No, mogliby… Dlaczego nie? Kto by sie tym przejal? Nie wydaje mi sie, zebysmy sie liczyly jako jency wojenni.
— Ale nie zabili — przypomniala Polly. — I nawet nam nie groza. Sa bardzo ostrozni. Wydaje mi sie, ze sie nas boja.
— Tak, akurat — mruknela Stukacz. — Pewnie mysla, ze zechcemy ich gonic, zeby kazdemu dac goracego i wilgotnego calusa?
— No dobrze, zgadzamy sie, ze nie przyjmujemy oferty — podsumowal Bluza. — I dobrze, niech to demony… Och, przepraszam…
— Wszyscy znamy te slowa, sir — uspokoila go Polly. — Proponuje, zebysmy sie teraz przekonaly, jak bardzo sie nas boja.
Oficerowie czekali ze zle skrywanym zniecierpliwieniem. Mimo to Rust, wchodzac do kuchni, zdolal sie przelotnie usmiechnac.
— I jak, poruczniku? — zapytal.
— Starannie rozwazylismy panskie oferty, sir — oswiadczyl Bluza. — I nasza odpowiedz brzmi: niech pan je sobie wetknie w… — Pochylil sie do Polly, ktora wyszeptala cos goraczkowo. — Kto? A tak, rzeczywiscie. W swoj golf. Niech pan je sobie wetknie pod swoj golf, scisle mowiac. Nazwany na pamiatke pulkownika Henriego Golpha, o ile dobrze pamietam. Uzyteczne welniane okrycie, rodzaj swetra, jednak z wysokim kolnierzem obejmujacym szyje; sam sweter, jak sobie przypominam, zawdziecza swoja nazwe starszemu sierzantowi sztabowemu Swetowi. I tam wlasnie moze je pan sobie wetknac, sir.
Rust przyjal to spokojnie. Polly zastanowila sie, czy moze nie zrozumial. Czlowiek z cygarem, znowu opierajacy sie o sciane, musial jednak zrozumiec, bo usmiechal sie szeroko.
— Jasne — rzekl Rust. — Rozumiem, ze to odpowiedz od was wszystkich? W takim razie nie pozostawiacie nam wyboru. Zegnam.
Jego proba dumnego wyjscia za drzwi zostala mocno utrudniona przez innych oficerow, ktorzy nie mieli takiego wyczucia dramatyzmu. Drzwi sie zatrzasnely, ale ostatni z wychodzacych odwrocil sie szybko i wykonal znaczacy gest. Mozna bylo go przeoczyc, ale Polly nie przeoczyla.
— Poszlo chyba dobrze — stwierdzil Bluza.
— Mam nadzieje, ze nie czekaja nas z tego powodu klopoty — westchnela Kukula.
— Klopoty w porownaniu z czym? — zapytala z irytacja Stukacz.
— Ostatni wystawil do gory kciuk i mrugnal — oswiadczyla Polly. — Zauwazylyscie go? Nie nosil nawet munduru oficerskiego.
— Pewnie chcial sie umowic — uznala Stukacz.
— W Ankh-Morpork to znaczy „jest dobrze” — wyjasnil Bluza. — W Klatchu, zdaje sie, oznacza „Mam nadzieje, ze twoj osiol eksploduje”. Zauwazylem tego czlowieka. Moim zdaniem wygladal jak sierzant strazy.
— Nie mial paskow — stwierdzila Polly. — Dlaczego chcial nam pokazac, ze jest dobrze?
— Albo dlaczego tak nienawidzi naszego osla? — spytala Kukula. — Jak Lazer?
— Spi — powiedziala Igorina. — Tak mysle.
— Nie jestes pewna?!
— No wiec nie wydaje mi sie, zeby byla martwa.
— Nie wydaje ci sie? — powtorzyla Polly.
— Tak. Zaluje, ze nie potrafie jej ogrzac.
— Mowilas chyba, ze jest rozpalona.
— Byla. Teraz jest lodowata.
Porucznik Bluza podszedl do drzwi, chwycil za klamke i ku powszechnemu zdumieniu otworzyl je szarpnieciem. Cztery klingi skierowaly sie w jego piers.
— Mamy tu chorego — warknal do zdumionych wartownikow. — Potrzebujemy kocow i drewna na opal. Natychmiast!
Zatrzasnal drzwi.
— Moze sie uda — mruknal.
— Te drzwi nie maja zamka — zauwazyla Stukacz. — To uzyteczny fakt, Polly.
Polly westchnela.
— W tej chwili chcialabym cos zjesc. To przeciez kuchnia. Tutaj moze byc jedzenie.
— To kuchnia — zgodzila sie Stukacz. — Tutaj moga byc tasaki.
Dla kazdego irytujace jest odkrycie, ze przeciwnik byl rownie sprytny jak on. Znalazly studnie, ale siatka pretow u gory nie przepuszczala niczego wiekszego niz wiadro. A ktos zupelnie pozbawiony wyczucia narracji i przygody usunal z pomieszczenia wszystko, co posiadalo ostra krawedz. A takze, z nieznanych powodow, wszystko, co nadawaloby sie do jedzenia.
— Chyba ze chcemy posilic sie swiecami — rzekla Kukula i wyjela ich pakiet z kredensu. — W koncu to loj. Zaloze sie, ze stary Scallot zrobilby z nich swiecowe skubbo.
Polly sprawdzila komin, ktory pachnial, jakby ogien nie palil sie tam od bardzo dawna. Byl wielki i szeroki, ale szesc stop od podlogi wisiala ciezka krata obwieszona czarnymi od sadzy pajeczynami. Wydawala sie stara i przerdzewiala. Pewnie do jej usuniecia wystarczyloby dwadziescia minut pracy z lomem, lecz lomu nigdy nie ma pod reka, kiedy jest potrzebny.
W spizarni znalezli kilka workow starej, suchej i zakurzonej maki. Zle pachniala. Byl jakis aparat z lejkiem,