uchwytem i kilkoma tajemniczymi srubami[10]. Bylo kilka walkow do ciasta, ociekacz do salaty, pare chochli… i widelce. Mnostwo widelcow do opiekania. Polly czula sie zawiedziona. Wprawdzie to smieszne oczekiwac od kogos, kto postanowil uwiezic ludzi w zaimprowizowanej celi, ze zostawi w niej wszystko co niezbedne do skutecznej ucieczki, ale mimo to miala wrazenie, ze zlamano jakas uniwersalna zasade. Widelcami do opiekania mozna kluc ludzi, ociekaczem do salaty mozna kogos uderzyc, a walki do ciasta to przynajmniej tradycyjna kobieca bron. Natomiast aparatem z lejkiem, uchwytem i kilkoma tajemniczymi srubami mozna bylo najwyzej kogos zdziwic.
Drzwi sie otworzyly. Wkroczyli uzbrojeni mezczyzni, ktorzy mieli ochraniac dwie kobiety niosace koce i drewno. Weszly ze spuszczonymi glowami, zlozyly swoje ladunki i natychmiast umknely na korytarz. Polly podeszla stanowczo do straznika, ktory wydawal sie dowodca. Cofnal sie przed nia. U pasa wisial mu wielki pek kluczy.
— Nastepnym razem pukajcie, co? — powiedziala.
Usmiechnal sie nerwowo.
— Tak. Jasne. Mowili, ze mamy z wami nie rozmawiac…
— Naprawde?
Dozorca rozejrzal sie wokol.
— Ale uwazamy, ze wsciekle dobrze sobie radzicie jak na dziewczyny — oswiadczyl konspiracyjnie.
— To znaczy, ze nie bedziecie strzelac, kiedy sie stad wyrwiemy?
Usmiech zniknal.
— Nie probujcie nawet.
— Alez pan ma wielki pek kluczy, sir! — odezwala sie Stukacz z podziwem.
Mezczyzna siegnal reka do pasa.
— Zostan, gdzie stoisz! — krzyknal. — Sytuacja jest wystarczajaco fatalna. Nie zblizaj sie!
Zatrzasnal drzwi. Po chwili uslyszaly, jak straznicy przysuwaja do nich cos ciezkiego.
— No wiec teraz mamy przynajmniej ogien — stwierdzil Bluza.
— Wiem…
To byla Loft. Tak rzadko sie odzywala, ze wszyscy popatrzyli na nia wyczekujaco. Urwala zaklopotana.
— Slucham, Loft… — zachecila ja Polly.
— Wiem, jak otworzyc te drzwi. Tak zeby zostaly otwarte.
Gdyby to mowil ktos inny, pewnie by sie rozesmiali. Ale slowa Loft, nim zostaly wymowione, wyraznie byly wielokrotnie analizowane.
— Ehm… brawo — rzekl Bluza.
— Myslalam o tym — zapewnila Loft.
— Dobrze.
— To bedzie dzialac.
— Dokladnie tego nam trzeba — zapewnil Bluza tonem czlowieka, ktory wbrew wszelkim przeciwnosciom stara sie zachowywac pogode ducha.
Loft spojrzala na osmolone belki biegnace pod sufitem przez cale pomieszczenie.
— Tak — powiedziala.
— Ale nadal pozostana na zewnatrz straznicy — przypomniala Polly.
— Nie — odparla Loft. — Nie zostana.
— Nie?
— Bo sobie pojda.
Loft urwala z mina kogos, kto powiedzial juz wszystko.
Stukacz wziela ja pod reke.
— Pojdziemy sobie pogadac, co? — zaproponowala.
Odprowadzila przyjaciolke na drugi koniec kuchni. Tam porozmawialy szeptem. Loft prawie przez caly czas stala ze wzrokiem wbitym w podloge.
Po chwili Stukacz wrocila.
— Potrzebne beda te worki maki ze spizarni i sznur ze studni. I jedna z tych… jak sie nazywa te duze okragle rzeczy do przykrywania talerzy? Te z uchwytem na gorze?
— Pokrywy? — podpowiedziala Kukula.
— I swieca — ciagnela Stukacz. — I duzo beczek. I duzo wody.
— I co to wszystko zrobi? — zapytal Bluza.
— Wielki wybuch. Tilda zna sie na ogniu, mozecie mi wierzyc.
— Kiedy mowisz, ze sie zna… — zaczela niepewnie Polly.
— To znaczy, ze splonelo kazde miejsce, w ktorym pracowala.
Przetoczyly puste beczki na srodek i napelnily je woda z pompy. Korzystajac z monosylabicznych wskazowek Loft i sznura ze studni, jak najwyzej podciagnely trzy sypiace sie worki maki. Teraz worki krecily sie wolno nad podloga pomiedzy beczkami a drzwiami.
— Aha… — Polly cofnela sie troche. — Chyba rozumiem. Dwa lata temu wybuchl mlyn po drugiej stronie miasta.
— Owszem — przyznala Stukacz. — To zrobila Tilda.
— Co?!
— Bili ja. I gorzej. A Tilda juz taka jest; patrzy tylko i mysli, az gdzies w srodku wszystko sie uklada. I nastepuje wybuch.
— Ale zginely dwie osoby!
— Mlynarz i jego zona. Tak. Ale slyszalam, ze inne dziewczeta, ktore tam wysylali, w ogole nie wracaly. Mam ci powiedziec, ze Tilda byla w ciazy, kiedy po pozarze przyprowadzili ja z powrotem do Szarego Domu? Urodzila, zabrali dziecko i nie wiemy, co sie z nim stalo. Ale ja znowu zbili, bo byla Obrzydliwoscia dla Nuggana. Czy teraz czujesz sie lepiej? — Stukacz przywiazala sznur do nogi stolu. — Jestesmy tylko my, Polly. Tylko ona i ja. Zadnego dziedzictwa, zadnego milego domu, do ktorego mozna wrocic, zadnych krewnych, o ktorych bysmy wiedzialy. Szary Dom jakos lamie nas wszystkie. Lazer rozmawia z ksiezna. Ja nie mam… sredniego tempa, a Tilda przeraza mnie, kiedy dostaje w rece pudelko zapalek. Ale powinnas wtedy zobaczyc jej twarz. Cala sie rozswietla. Lepiej niech wszyscy przejda do spizarni, zanim zapalimy swiece.
— Chyba Tilda powinna to zrobic?
— Zrobi. Ale musimy ja odciagnac, bo zostanie, zeby patrzec.
To sie zaczelo jako gra. Nie myslala o tym jako o grze, ale bylo nia — gra nazywana „Niech Polly zachowa ksiezna”. To juz nie mialo znaczenia. Ulozyla bardzo wiele planow, a teraz byla juz poza etapem planowania. Radzily sobie wsciekle dobrze jak na dziewczyny. Ostatnia beczka z woda zostala umieszczona — po krotkiej dyskusji — przed drzwiami do spizarni. Polly spojrzala ponad nia na Bluze i reszte oddzialu.
— Sluchajcie, wszyscy, zaraz… no… zaraz to zrobimy — powiedziala. — Czy jestesmy pewne, Stukacz?
— Tak.
— I nic sie nam nie stanie?
Stukacz westchnela.
— Ta maka eksploduje. To proste. Fala wybuchu sunaca w te strone trafi na beczki pelne wody, ktore prawdopodobnie wytrzymaja dosc dlugo, zeby ja odbic. Najgorsze, co moze nam grozic, to ze nas przemoczy. Tak uwaza Tilda. Bedziesz sie klocic? Natomiast w przeciwnym kierunku sa tylko drzwi.
— Jak ona to wymysla?
— Nijak. Po prostu widzi, jak powinno wygladac. Ten sznur przechodzi nad belka i z powrotem w dol, do pokrywki. Moze pan przytrzymac, poruczniku? Ale niech pan nie ciagnie, dopoki nie powiem. Powaznie. Chodzmy, Polly.
W przestrzeni miedzy beczkami a drzwiami Loft zapalala swiece. Robila to powoli, jakby to byla pradawna ceremonia, ktorej kazdy element ma ogromne, skomplikowane znaczenie. Zapalila zapalke i trzymala ja, az rozjarzyl sie plomien. Przesunela nia u podstawy swiecy, a potem mocno te swiece przycisnela do kamieni podlogi, zeby goracy wosk utrzymal ja w odpowiedniej pozycji. Pozniej przylozyla zapalke do knota i kleczala