przez chwile, wpatrzona w plomien.
— No dobrze — powiedziala Stukacz. — Ja ja teraz zabiore, a ty ostroznie opusc pokrywe na swiece. Jasne? Chodz, Tildo.
Ostroznie postawila dziewczyne na nogach, szepczac do niej przez caly czas. Potem skinela na Polly, ktora zakryla swiece z niemal nabozna ostroznoscia.
Loft szla jak we snie. Stukacz zatrzymala sie przy nodze ciezkiego kuchennego stolu, do ktorej przywiazala koniec liny przytrzymujacej worki z maka.
— Jak dotad w porzadku — powiedziala. — Teraz rozwiaze wezel, zlapiemy Loft za rece i biegniemy. Rozumiesz, Polly? Biegniemy! Gotowa? Trzymasz ja? — Szarpnela line. — Biegiem!
Worki z maka spadly, ciagnac za soba smugi bialego pylu, a potem rozpadly sie przed drzwiami. Maka uniosla sie jak mgla. Dziewczeta przebiegly do spizarni i zwalily sie za beczka.
— Juz, poruczniku! — wrzasnela Stukacz.
Bluza pociagnal sznurek, ktory uniosl pokrywe, i plomien swiecy dosiegnal…
To nie dzwiek brzmial „luuumpf!”. Cale doswiadczenie bylo „luuumpf!”. Mialo wlasnosc docierania wszystkimi zmyslami. Potrzasnelo swiatem jak kartka, pomalowalo go na bialo, wypelnilo zapachem grzanki. A skonczylo ulamek sekundy potem, nie pozostawiajac niczego procz dalekich krzykow i loskotu spadajacych kamieni.
Zwinieta w klebek Polly wyprostowala sie i spojrzala Bluzie w twarz.
— Mysle, ze teraz chwytamy nasze rzeczy i uciekamy — powiedziala. — Wrzaski pomoga.
— Chyba dam sobie rade z wrzaskiem — mruknela Kukula. — To nie jest ksztalcace doswiadczenie.
Bluza scisnal chochle.
— Mam nadzieje, ze nie bedzie to nasza slawna ostatnia walka.
— Raczej bedzie to nasza pierwsza, sir — odparla Polly. — Prosze o zgode na wydanie scinajacego krew w zylach ryku.
— Udzielam zgody, Perks.
Podloga byla zalana woda i zaslana kawalkami — bardzo malymi kawalkami — beczek. Pol komina runelo do paleniska, a sadza palila sie gwaltownie. Polly zastanowila sie, czy w glebi doliny zostanie to uznane za sygnal.
Drzwi zniknely. Podobnie jak spora czesc sciany wokol nich. Dalej…
Dym i kurz wypelnialy powietrze. Lezacy ludzie jeczeli, inni snuli sie wsrod gruzow jak pijani. Kiedy przybyl oddzial, nie tylko nie podjeli walki, ale w ogole nic nie zrozumieli. Albo nie uslyszeli. Dziewczeta opuscily bron. Polly zauwazyla sierzanta, ktory siedzial na podlodze i otwarta dlonia uderzal sie w glowe.
— Oddaj klucze! — zazadala.
Sprobowal sie skupic.
— Co?
— Klucze!
— Wezme brazowa, jesli mozna.
— Dobrze sie czujesz?
— Co?
Polly schylila sie i zerwala pek kluczy z jego pasa. Rzucila je Bluzie.
— Zechce pan czynic honory, sir? Wydaje mi sie, ze juz niedlugo bedziemy tu mieli licznych gosci. — Zwrocila sie do oddzialu. — Odbierzcie im bron!
— Niektorzy sa mocno poranieni, Polly. — Igorina przykleknela obok. — Tam jest taki, ktory ma wielokrotne.
— Co wielokrotne? — spytala Polly, obserwujac schody.
— Po prostu… wielokrotne. Wielokrotne wszystko. Ale wiem, ze moge mu uratowac reke, bo ja znalazlam, o tam. Musial trzymac szable, kiedy…
— Zrob, co mozesz, dobrze?
— Przeciez to wrogowie! — zawolala Stukacz, siegajac po szable.
— To fprawa Igorow — oswiadczyla Igorina, zdejmujac plecak. — Przykro mi, ale nie zrozumief.
— Juz zaczynam… — Stukacz podeszla do Polly. Wokol jeczeli ludzie i zgrzytaly kamienie. — Ciekawe, jakich szkod narobilysmy. Strasznie duzo tam kurzu…
— Niedlugo przybiegnie tu wielu ludzi — oswiadczyla Polly spokojniej, niz sie w rzeczywistosci czula.
Teraz bedzie inaczej, myslala. Nie pojawi sie indyk, zeby nas uratowac. Teraz sie przekonam, czy jestem miesem, czy metalem…
Slyszala trzaski otwieranych przez Bluze drzwi, wolania zamknietych wewnatrz…
— Porucznik Bluza, Dziesiaty Regiment Piechoty — powtarzal. — Przychodzimy na ratunek, zasadniczo. Przepraszamy za ten balagan.
To ostatnie zdanie dodawala prawdopodobnie jego wewnetrzna Daphne, uznala Polly.
Korytarz wypelnil sie uwolnionymi ludzmi, a ktos powiedzial:
— Co tu robia te kobiety? Na milosc boga, dziewczyno, oddaj te szable!
I w tej konkretnej chwili nie miala ochoty sie klocic.
Mezczyzni przejmuja dowodzenie. Dzieje sie tak prawdopodobnie z powodu skarpet.
Oddzial wycofal sie do kuchni, gdzie pracowala Igorina. Dzialala szybko, efektywnie i z niewielka tylko iloscia krwi. Duzy plecak stal otwarty obok. Sloje wewnatrz byly niebieskie, zielone i czerwone; niektore dymily, kiedy je otwierala, albo emitowaly dziwne swiatlo. Jej palce rozmywaly sie od predkosci. Tworzyla fascynujace widowisko, przynajmniej dla tych, ktorzy ostatnio nie jedli.
— Oddzial bacznosc! To major Erick von Moldvitz! Chcial was poznac.
Obejrzaly sie, slyszac glos Bluzy. Przyprowadzil kogos ze soba — major byl mlody, ale o wiele mocniej zbudowany od porucznika. Mial blizne na policzku.
— Spocznij, chlopcy — powiedzial. — Bluza opowiedzial mi, jak swietna robote wykonaliscie. Doskonale! Przebrani za kobiety, co? Mieliscie szczescie, ze was nie wykryli!
— Tak, sir — zgodzila sie Polly.
Z zewnatrz dobiegaly krzyki i odglosy walki.
— Nie zabraliscie swoich mundurow? — zapytal major.
— Byloby ciezko, gdyby je przy nas znalezli. — Polly spogladala na Bluze.
— I tak by bylo, gdyby chcieli was przeszukac, co? — Major mrugnal porozumiewawczo.
— Tak, sir — odparla poslusznie Polly. — Porucznik Bluza opowiedzial panu wszystko, prawda?
Za majorem Bluza wykonywal uniwersalny gest. Polegal na uniesieniu obu rak dlonmi w gore i gwaltownym machaniu z wyprostowanymi palcami.
— Ha… tak. Ukradliscie ubrania z zamtuzu, co? Tacy mlodzi chlopcy jak wy nie powinni bywac w takich lokalach. Jesli wlasciwie prowadzone, sa Obrzydliwoscia! — oswiadczyl major i teatralnie pogrozil im palcem. — W kazdym razie idzie nam dobrze. Na tak niskich poziomach prawie nie ma strazy. Cala twierdze zbudowano przy zalozeniu, ze nieprzyjaciel bedzie na zewnatrz. Zaraz, co ten czlowiek robi temu czlowiekowi na stole?
— Fkladam go, fir — wyjasnila Igorina. — Przyfywam mu reke.
— To nieprzyjaciel, prawda?
— Kodekf Igorow, fir — odpowiedziala z wyrzutem Igorina. — Podamy reke, kiedy trzeba, fir.
Major pociagnal nosem.
— Trudno sie z wami klocic, prawda? Ale kiedy skonczysz, mamy wielu innych, ktorym sie przyda twoja pomoc.
— Oczywifcie, fir.
— Jakies wiadomosci o moim bracie, sir? — spytala Polly. — Paul Perks?
— Tak, Bluza mi o nim wspomnial, Perks, ale nasi ludzie sa pozamykani wszedzie, a w tej chwili mamy troche zamieszania, co? — przyznal otwarcie major. — A z innych spraw… Wsadzimy was do spodni, jak sie da najszybciej, zebyscie tez mieli troche zabawy, co?
— Zabawy — powtorzyla Stukacz glucho.
— A zabawa to…? — spytala Polly.