— Dotarlismy juz do czwartego poziomu — wyjasnil von Moldvitz. — Nie odbilismy jeszcze calej twierdzy, ale opanowalismy zewnetrzne dziedzince i niektore wieze. Do rana bedziemy kontrolowac, kto wchodzi i kto wychodzi. Wracamy do wojny! Teraz nie bedzie juz zadnej inwazji. Wieksza czesc ich wyzszych dowodcow tkwi w wewnetrznej twierdzy.

— Wracamy do wojny — mruknela Polly.

— I zwyciezymy — zapewnil major.

— Niech to motyla noga… — rzucila Kukula.

Cos musialo peknac, Polly zdawala sobie z tego sprawe. Stukacz miala taka mine, jak zawsze przed wybuchem, a nawet Kukula wiercila sie niespokojnie. To tylko kwestia czasu, nim Loft znajdzie pudelko zapalek, ktore Polly ukryla w kredensie.

Igorina zapiela plecak i usmiechnela sie radosnie do majora.

— Mozemy ifc, fir.

— Przynajmniej sciagnij peruke, co?

— To moje wlafne wlofy, fir.

— Wygladaja troche… mazgajowato — uznal major. — Byloby lepiej…

— Jestem w rzeczywistosci kobieta, sir. — Igorina zrezygnowala z seplenienia. — Moze mi pan zaufac. Jestem Igorem, znamy sie na takich rzeczach. A moje szycie nie ma sobie rownych.

— Kobieta? — powtorzyl major.

Polly westchnela.

— Wszystkie jestesmy kobietami, majorze. Prawdziwymi kobietami. Nie tylko przebranymi za kobiety. I w tej chwili wole nie wkladac spodni, bo bylabym kobieta przebrana za mezczyzne przebranego za kobiete przebrana za mezczyzne, i wtedy tak by mi sie wszystko pomieszalo, ze nie wiedzialabym nawet, jak przeklinac. A w tej chwili mam ochote przeklinac, sir, i to bardzo.

Major spojrzal sztywno na Bluze.

— Wiedzial pan o tym, poruczniku?

— No wiec… tak, sir. W koncu tak. Ale mimo to, sir, chcialbym…

Ta cela sluzyla kiedys za wartownie. Byla wilgotna i miala dwa trzeszczace lozka.

— Tak ogolnie — stwierdzila Stukacz — bylo lepiej, kiedy trzymal nas w niewoli nieprzyjaciel.

— Tam jest kratka w suficie! — zawolala Kukula.

— Za mala, zeby sie przecisnac — uznala Polly.

— Nie, ale mozemy sie powiesic, zanim oni to zrobia.

— Slyszalam, ze to bardzo bolesny sposob umierania — stwierdzila Polly.

— Od kogo? — zainteresowala sie Stukacz.

Od czasu do czasu przez waskie okienko dobiegaly odglosy bitwy. Glownie byly to krzyki. Czasem wrzaski. Zabawy nie brakowalo. Igorina wpatrywala sie w swoje dlonie.

— Co im sie w nich nie podoba? Czy nie przyszylam tej reki jak nalezy? Ale nie, boja sie, ze moge dotknac ich czesci prywatnych.

— Moze obiecaj, ze bedziesz operowac tylko publicznie — zaproponowala Stukacz.

Nikt sie nie rozesmial. I pewnie zadna z nich nie probowalaby nawet uciekac, gdyby nagle otworzyly sie drzwi. Ucieczka od nieprzyjaciela to rzecz piekna i szlachetna, ale jesli ktos ucieka przed wlasna strona, to dokad wlasciwie moglby uciec?

Lazer spala jak niedzwiedz zima. Trzeba bylo obserwowac ja przez dluzsza chwile, by sie przekonac, ze oddycha.

— Co moga z nami zrobic? — spytala nerwowo Kukula. — No wiecie… naprawde zrobic?

— Nosilysmy meskie ubrania — przypomniala Polly.

— Za to grozi tylko chlosta.

— Och, znajda inne zarzuty, mozesz mi wierzyc — mruknela Stukacz.

— Przeciez uwolnilysmy ich z lochow! To nasze wojsko!

Polly westchnela.

— Wlasnie dlatego, Kukula. Nikt nie chce wiedziec, ze gromada dziewczyn przebrala sie za zolnierzy, wdarla do wielkiej fortecy i uwolnila pol armii. Wszyscy wiedza, ze kobiety nie sa do tego zdolne. Zadna ze stron nas tu nie chce, rozumiesz?

— Kto na polu bitwy bedzie sie przejmowal kilkoma dodatkowymi cialami?

— Nie mowcie tak! Porucznik Bluza nas bronil!

— Daphne? — spytala pogardliwie Stukacz. — Ha! To tylko nastepne zwloki. Prawdopodobnie gdzies go zamkneli, jak nas.

W oddali zabrzmialy wiwaty, ktore trwaly przez dluzsza chwile.

— Chyba opanowali budynek — uznala Polly.

— Mamy szczescie. — Stukacz splunela.

Po chwili w drzwiach otworzyla sie nieduza klapka i milczacy mezczyzna wsunal przez nia garnek skubbo i talerz konskich sucharow. Nie bylo to zle skubbo, a przynajmniej nie bylo zle wedlug standardow zlego skubbo. Wyniknela krotka dyskusja, czy to, ze sie je karmi, oznacza, ze nie grozi im egzekucja. W koncu jednak ktoras przypomniala tradycje Ostatniego Porzadnego Posilku.

Igorina wyrazila opinie, ze oceniajac skubbo po zawartosci, byl to raczej Posilek Chaotyczny. Ale przynajmniej goracy.

Kilka godzin pozniej ta sama droga wsunieto im banke salupy i kubki. Tym razem straznik mrugnal.

Godzine pozniej drzwi zostaly otwarte. Do srodka wszedl mlody czlowiek w mundurze majora.

Co tam, mozemy ciagnac tak, jak zaczelysmy, pomyslala Polly. Poderwala sie na nogi.

— Oddzial baa-cznosc!

W rozsadnym tempie oddzial zdolal sie ustawic w linii prostej. Major przyjal to, stukajac trzcinka w daszek swojego czaka. Trzcinka byla o wiele ciensza niz cal.

— Spocznij… kapralu, prawda?

— Tak, sir.

To brzmialo obiecujaco.

— Jestem major Clogston ze sztabu zandarmerii — przedstawil sie major. — I chcialbym, zebyscie mi wszystko opowiedzialy. Bede notowal, jesli wam to nie przeszkadza.

— O co tu chodzi? — spytala Stukacz.

— A ty jestes… szeregowy Halter — stwierdzil Clogston. — Mam za soba dluga rozmowe z porucznikiem Bluza.

Odwrocil sie, skinal stojacemu w progu straznikowi i zamknal drzwi. Zamknal tez klapke.

— Staniecie przed sadem — oznajmil, siadajac na wolnym poslaniu. — Politicos chcieliby, zeby osadzil was pelen trybunal nugganiczny, ale tutaj byloby to trudne, no a nikt nie chce, by sprawa trwala dluzej, niz musi. Poza tym nastapilo dosc… niezwykle wydarzenie. Ktos wyslal do generala Froca komunikat, w ktorym pyta o was, wymieniajac wszystkie z imienia… A przynajmniej — dodal — z nazwiska.

— Czy to lord Rust, sir?

— Nie, to ktos, kto nazywa sie William de Worde. Nie wiem, czy trafilyscie na jego azete? Zastanawialismy sie, skad wie, ze zostalyscie schwytane.

— No, my mu nie powiedzialysmy — zapewnila Polly.

— To czyni sytuacje nieco… zlozona — mowil Clogston. — Chociaz, z waszego punktu widzenia, bardziej optymistyczna. Niektorzy ludzie w armii zastanawiaja sie… powiedzmy, ze nad przyszloscia Borogravii. To znaczy chcieliby, zeby jakas byla. Moje zadanie to przedstawic wasza sprawe trybunalowi.

— Czy to sad wojenny? — chciala wiedziec Polly.

— Nie, nie sa az tak glupi. Nazwanie tego sadem wojennym sugerowaloby, ze uznaja was za zolnierzy.

— Pan uznal — przypomniala Kukula.

— De facto to nie to samo co de iure — wyjasnil Clogston. — A teraz, jak juz mowilem… prosze opowiedziec mi swoja historie, panno Perks.

Вы читаете Potworny regiment
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату