Blogi usmiech.
Klaudiusz rzucil okiem do szuflady biurka - dobrze, dyktafon nagrywal. Ten tekst trzeba bedzie przeanalizowac - co nieco wydawalo sie tu ciekawe, mimo ze aktualny, obecny sens przepowiedni ukrywa sie, niewatpliwie, w jednym slowie:
- Odnica! - wykrzykiwala dziewczyna. - Okreg Odnica, tak, tak, tak!
Slowo „Odnica” dla wielu ludzi brzmialo jak muzyka. Okreg-kurort, pulapka dla turystow calego swiata, niekonczace sie pasma plaz, piekne zycie, swiete marzenie, holubione przez dlugie jesienne i zimowe miesiace, odkladane specjalnie „na Odnice” pieniadze, dla Odnicy i na jej czesc...
Okreg Odnica graniczyl z Rianka. Kuratorem w niej byl akurat czlowiek Klaudiusza, sprawdzony, wierny i - to jasne az do bolu - do Rianki nie ma po co jechac, za pozno. Odnica, okreg Odnica...
Dziewczyna zakonczyla wieszczenie dziesiec sekund po tym, jak Klaudiusz usunal przymus i przestal wskazywac ja reka. Usmiechnela sie krzywo, usilujac odtworzyc stracona dume; w koncu poddala sie naciskowi. Zrobila to, czego od niej wymagano...
Zemsta nie dala na siebie dlugo czekac.
- Skonczysz na stosie.
Klaudiusz uniosl brwi.
- Jestes pewna? Nie pomylilas mnie z kims?
- Umrzesz na stosie - powtorzyla z naciskiem. - Szkoda, ze ja tego nie zobacze.
- Tez masz czego zalowac - powiedzial szczerze, ale to nie uspokoilo dziewczyny; odprowadzana do celi, juz na korytarzu krzyczala dzwiecznie: - Na stosie! Wielki Inkwizytor podzieli los wiedzm, na stosie, na stosie, na sto...
Skrzypiace drzwi zamknely sie, odgryzajac koniec slowa. Klaudiusz uznal, ze jest juz za pozno na przerwe na papierosa.
Czwarta z zatrzymanych byla chudzielcem z haczykowatym nosem. Ciemny plaszcz majtal sie na niej jak na wieszaku; na widok Klaudiusza - czarna postac, podswietlona pochodnia, czarny kaptur, uwazne spojrzenie w szczelinach - kobieta zadygotala i zakryla oczy rekami.
Przez jakis czas patrzyl na nia zaskoczony. Przyzwyczajony wierzyc swojemu szostemu - czy nawet siodmemu? - zmyslowi, byl w tym przypadku zaskoczony i zmieszany.
Diara Luc - glosil protokol wstepny. Administratorka zespolu tanecznego. Przypuszczalnie wiedzma-bojownik, klasyfikacja utrudniona z powodu...”
Przeleciawszy wzrokiem tekst, Klaudiusz zerknal na dol kartki, na podpisy. Przeczytal i odczul cos na ksztalt ulgi; czyli tak, moj drogi rianski kuratorze. Teraz mozemy cie usunac latwo i bez wahania - poniewaz takiego pudla nie wybacza sie nawet bliskim przyjaciolom. Wiedzma-bojownik?!
- Nie jestem wiedzma - szepnela kobieta z haczykowatym nosem, z twarza ciagle zaslonieta dlonmi. - To jakas potworna pomylka... Przysiegam na zycie, nie jestem wiedzma, jestem...
- Wiem - powiedzial Klaudiusz z westchnieniem.
Kobieta na sekunde umilkla. Oderwala od policzkow mokre palce, podniosla na Klaudiusza zapuchniete od placzu oczy:
- Pan... Ja nie... Za co?!
- Naczelna Inkwizycja wyraza swoje glebokie ubolewanie - powiedzial oficjalnym beznamietnym tonem. - Winni tragicznej pomylki zostana surowo ukarani.
Chlipnela:
- Mnie... jak... razem z... nimi... jak mam teraz... zyc... co ja powiem...
Straznicy, mocno zaskoczeni, juz wyprowadzali ja na korytarz. Klaudiusz nie wytrzymal, opuscil oczy, ukryl je pod kapturem.
Skrzypiace drzwi zamknely sie. Rozdrazniony Wielki Inkwizytor odrzucil kaptur, sciagnal z ramion peleryne i wymacal w kieszeni na piersi paczke papierosow.
* * *
Na kuratora okregu Rianka nie marnowal juz czasu. Kompletnie. Podpisal rozporzadzenie o zwolnieniu i kazal Glurowi przekazac zainteresowanemu.
Poltorej godziny pochlonely komunikaty i doniesienia. Epidemie w Riance udalo sie opanowac, ale za to w Bernscie, na drugim koncu kraju, zaczelo masowo padac bydlo. Przed Palacem Inkwizycji mokla na deszczu rozezlona pikieta. Klaudiusz mimochodem wzial do reki jeszcze cieple zdjecie, z ktorego patrzyly nachmurzone twarze i dosc uwlaczajace w tresci plakaty; nie wiadomo dlaczego, ale byl pewien, ze w tej samej chwili dokladnie takie samo zdjecie laduje na biurku ksiecia.
Jakby w odpowiedzi na jego mysl, zamrugalo czerwone swiatelko na panelu rzadowego telefonu.
- Nie jest latwo sie do pana dodzwonic, panie Wielki Inkwizytorze.
- Praca dla dobra bezpieczenstwa kraju wymaga od nas pewnej mobilnosci, wasza ekscelencjo - dosc oschle odparl Klaudiusz.
Ksiaze prychnal:
- No to mam nadzieje, ze w najblizszych godzinach bedzie pan nieco mobilniejszy niz przez ostatnie pol roku... O ile, rzeczy jasna, istnieje jakas zaleznosc miedzy ruchliwoscia i mobilnoscia, a liczba ofiar w Riance. Miedzy mobilnoscia i szkodami, wyrzadzonymi gospodarce Bernstu. Slyszal pan, ze z jakiegos powodu zdychaja tam krowy? Dlaczegoz to, jak pan sadzi?
- Zeby eksperyment odbyl sie w sterylnych warunkach - wolno powiedzial Klaudiusz - nalezaloby mnie urlopowac... Wyslac, na przyklad do kurortu Odnica. I przyjrzec sie, czy nie bedzie wszystkim lepiej beze mnie? Moze krowy odzyja?
- Najlepszy czas na wolne zarty. - Glos ksiecia, dotychczas oziebly i ironiczny, stal sie po prostu oziebly.
- Najlepszy czas na docinki - odpowiedzial w tonacji Klaudiusz. - W pewnym dowcipie chytry pastuszek wygrzmocil byka w trakcie, ze tak powiem, procesu... Ze niby polepszy to jakosc potomstwa. Tak?
Ksiaze wytrzymal pauze. Dowolny urzednik w jej trakcie zdazylby nawalic w portki. Znaczaca byla ta pauza, ksztaltna.
- Bez urazy, Klaw - powiedzial ksiaze o ton nizej. - Nie bawi mnie to, co sie dzieje.
- Robimy wszystko, zeby bylo tego jak najmniej - oznajmil ugodowym tonem Klaudiusz.
Na tym stanelo.
Przez kilka minut Klaudiusz trzymal w reku opuszczona przez ksiecia sluchawke, potem tracil widelki i wystukal numer zastepcy:
- Jutro rano, Glurze, mam zamiar byc w Odnicy.
* * *
Wpadl na pol godziny do domu. Znowu zbadal zawartosc lodowki, wypelnionej przez wszechobecna gospodynie; napil sie zimnej wody, zmienil koszule, z odraza popatrzyl na smierdzaca popielniczke i zwalil sie na kanape - kwadrans nie-myslenia-o-niczym. Swiety przywilej.
Z rozmamlanego polsnu wyrwal go dzwiek telefonu. Reka sama wymacala sluchawke:
- Slucham.
Cicho posykiwal niewidzialny korytarz otwarty miedzy nim i kims milczacym na drugim koncu linii.
- Slucham, tak? - powtorzyl odruchowo.
W sluchawce slychac bylo czyjs oddech. Cichy i szybki; jeszcze nie myslac trzezwo, Klaudiusz usiadl na kanapie.
- Kto mowi?
Nikt nie mowi. Cisza. Nie pomylka niezgulowatych przewodow - po prostu milczenie. Sluchawka zacisnieta w czyjejs dloni. Odlegly halas miasta, przebijajacy przez scianki budki telefonicznej. Powstrzymywany oddech, przy tym, ten ktos, kto dyszy, nie jest duza osoba. Mala objetosc klatki piersiowej...
- Iwgo, czy to ty?
Rozlegl sie odglos przestraszonych krotkich sygnalow.
Klaudiusz zerknal na zegarek. Pod oknami juz czeka samochod.
Zar-raza...
Postukal w klawisze; sluchawke, cale szczescie, podniosl mlodszy Milec. Zachrypniety glos, chyba senny.
- Nazar? - Klaudiusz dolozyl staran, by jego glos brzmial mozliwie naturalnie i beznamietnie. - Mowi Klaw. Jak sprawy?
- Dziekuje - wykrztusil chlopak. - Dobrze... Zawolac tate?
Klaudiusz zawahal sie:
- Nazarku, ja za chwile wyjezdzam... Po prostu chcialem zapytac, czy wszystko w porzadku... Iwga sie odnalazla?
Pauza. Tak, ksiaze jeszcze ma troche do opanowania. Ma sie u kogo uczyc. U Nazara Miteca, lat dwadziescia i pol.
- Nie - wyrzekl w koncu Nazar. - To nie wolac ojca?
- Przekaz pozdrowienia - powiedzial szybko Klaudiusz. - To na razie?
- Na razie...
Znowu znaczace krotkie sygnaly. Co za dzien mi sie zdarzyl, pomyslal Klaudiusz. Swieto kropkowanego telefonu...
Wystukal inny numer. Dyzurny z bloku wieziennego odebral natychmiast:
- Dobry wieczor, Kul. Mowi Starz... Magda Rewer, wiedzma-tarcza, numer siedemset dwanascie, nie chciala mi nic powiedziec?
Milczenie. Co za dziwny dzien, pomyslal Klaudiusz.
- Kul, nie potrafie czytac mysli, jesli nie sa obleczone w slowa.
- Panie Wielki Inkwizytorze... Dziesiec minut temu zameldowalem panu Glurowi, ze...
- Ze?!
- Magda Rewer, numer siedemset dwanascie skonczyla ze soba. Przy pomocy znaku zwierciadla... Panie Wielki Inkwizytorze, jestem gotow poniesc kare, ale...
- Rozumiem. Pelnij dalej sluzbe, Kul. Wszystko, co mam ci do powiedzenia, powiem gdy sie spotkamy.
Tym razem nie bylo sygnalow w sluchawce - dyzurny Kul wiernie czekal, az Klaudiusz odlozy sluchawka pierwszy. Prosze, jakie wychowanie...
Magda Rewer i tak byla skazana. Inna sprawa, ze samobojstwo przy pomocy znaku zwierciadla to sprawa meczaca i ohydna - to jak topic siebie we wlasnych odchodach. Siedziala z dybach, w malutkiej celi i przywolywala do zycia cala swoja nienawisc i zolc... Odbijajac sie od scian ze znakiem zwierciadla, jej wlasne odchody wolno ja zabijaly.
A moze i szybko? Przeciez to byla zla i silna kobieta, ta Magda Rewer. Moze i miala lekka smierc...
Do drzwi ktos grzecznie i krotko zadzwonil. Klaudiusz poszedl do przedpokoju jak stal, nie do konca ubrany, co wprawilo w konfuzje ochroniarza.
- Panie Starz, z lotniska byl telefon, czy maja na nas czekac, czy nie...
- Alez sie, biedacy, naczekali - rzucil obojetnie Klaudiusz. - Moge gacie naciagnac, czy nie?
Goryl uprzejmie przemilczal.
(DIUNKA. GRUDZIEN-STYCZEN)