Wiedzial, ze moze sie zapalic czerwone, jak oko nabiegle krwia strachu, bo nie ma bezawaryjnych urzadzen, ale wszyscy natrudzili sie, zeby go nic nie zawiodlo. Automat odliczal juz od dwustu. Zdawalo mu sie, ze slyszy w membranach ludzi zgromadzonych w sterowni i ze na to zywe tlo wstrzymywanych tchnien sypia sie cyfry odliczane obojetnym mechanicznym glosem w malejacym porzadku. U dziesiatki wyczul lekkie przyspieszenie tetna i zmarszczyl brwi pod okapem helmu, jakby karcil nie dosc podwladne serce. Co prawda tachykardia bodaj nikogo nie omijala przy starcie, i to banalnym, a coz dopiero w takich okolicznosciach. Byl rad, ze nikt sie don nie odzywa, ale gdy padlo sakramentalne ZERO i poczul drgniecie zlanych w jedno ciala i pocisku, dobiegl go slaby glos kogos, kto widac stal z dala od mikrofonow: Bog z toba. Te niespodziewane slowa zaskoczyly go, chociaz kto wie, czy nie spodziewal sie ich po tym czlowieku. Ale na takie refleksje nie bylo juz czasu. Pocisk wypchniety zarazem delikatnie i poteznie hydrauliczna lapa, jakby olbrzymia garsc stalowa przez atlas parla go cylindrycznym ujsciem w wyrzutnie, odlaczyl sie od pokladu i choc nie mogl sie poruszac w baloniastej otulinie, ogarnela go niewazkosc na dwie lub trzy sekundy, nim zagraly silniki. Przez mgnienie widzial w gornym rabku monitora umykajacy kadlub statku, ale moglo to byc iluzja. Rakieta nazywala sie „Ziemia“, bo tak chcial, i tak mial byc wzywany. Wykonala salto, slabe punkciki gwiazd polecialy skosem przez monitor, biala tarczka przeplynela wsrod nich Kwinta i znikla, a jego pojazd zamiatajac mroki wyziewem korektorowych dysz legl na kursie: trajektoria realnego lotu pokryla sie idealnie z, punktowana przez komputer. Powinien byl juz sie odezwac do „Hermesa“, ale milczal jeszcze — jakby napawal sie samotnym lotem.
— „Hermes“ czeka na meldunek. To byl glos Steergarda. Nim zdazyl odpowiedziec, dobiegl go drugi glos, Harracha:
— Pewno zasnal.
Takie zarty, zalatujace troche koszarami, towarzyszyly pierwszym kosmicznym lotom, azeby bagatelizowac bezprecedentalne przezycia ludzi zamknietych w czubku rakiety jak w wystrzelonym granacie. Dlatego Gagarin powiedzial w ostatniej sekundzie „Pojechali“, dlatego nie mowilo sie „ucieka nam tlen, dusimy sie“, tylko „mamy pewien problem“. Harrach nie zdawal sobie pewno sprawy z tego, ze tym zartem siegal w przeszlosc, tak samo jak Tempe, ktory ni w piec, ni w dziewiec odpowiedzial: „Lece“, az polapawszy sie przeszedl na wlasciwy ton procedury.
— Tu „Ziemia“. Wszystkie zespoly w normie. Na osi mam Delte Harpii. Za trzy godziny wejde w atmosfere. Zgadza sie? Odbior.
— Zgadza sie. Heparia podala meteorologiczne warunki w punkcie zero. Zachmurzenie pelne. Wiatr polnocno-polnocno-wschodni trzynascie metrow na sekunde. Nad kosmodromem pulap chmur dziewiecset metrow. Widocznosc dobra. Chcesz z kims pogadac?
— Nie. Chce widziec Kwinte.
— Zobaczysz ja za osiem minut, kiedy zejdziesz w plaszczyzne ekliptyki. Zrobisz wtedy poprawke kursowa. Odbior.
— Zrobie poprawke kursowa, kiedy „Hermes“ da mi znac. Odbior.
— Szerokiej drogi. Koniec.
Negocjacje po rozbiciu lodowego pierscienia trwaly cztery doby. Pertraktowali wylacznie z Heparia, czego nie stwierdzili od razu, poniewaz na ultimatum odpowiedzial sztuczny satelita tak maly i tak dobrze udajacy okruch skalny, ze GOD nie rozpoznal go, dopoki milczal. Umieszczony 42000 kilometrow nad planeta na stacjonarnej orbicie wirowal zgodnie z jej obrotami i kiedy zachodzil za skraj tarczy, lacznosc urywala sie na siedem godzin. Porozumiewal sie z „Hermesem“ w 21-centymetrowym pasmie wodoru i radiolokatory statku porzadnie przepatrzyly jego emisje kuplanetarna, nim wykryly, jaki sposob sluzy Heparii za przekaznik. Zawiadywala nim silna radiostacja podziemna ukryta w poblizu kosmodromu, na ktorym fatalnie wyladowal bezludny „Hermes“. Pracowala na falach dziesieciokilometrowej dlugosci, co dalo fizykom podstawe do uznania jej za specjalny obiekt militarny, przeznaczony do wejscia w akcje, gdyby doszlo do zmasowanej wymiany ciosow atomowych. Towarzysza jej elektromagnetyczne udary promienne, rwace wszelka bezprzewodowa lacznosc radiowa, a przy megatonowym skupieniu eksplozji w celach udaremniaja tez zastapienie zwyklych nadajnikow laserowymi. Zdatne sa wtedy jedynie fale ultradlugie, lecz ich niska nosnosc informacyjna uniemozliwia przesyl wielobitowych komunikatow w krotkim czasie. Steergard zwrocil wiec emitory „Hermesa“ do owej radiostacji, a kiedy nie odpowiadala, przekazal nastepne ultimatum: albo beda sie porozumiewac wprost, albo zniszczy w ciagu 24 godzin wszystkie naturalne i sztuczne ciala w calym zasiegu stacjonarnych orbit, a jesli i wtedy nie uzyska odpowiedzi, uzna sie w prawie podwyzszenia temperatury 800000 hektarow wokol kosmodromu wraz z nim do 12000 stopni skali Kelvina. Oznaczalo to przebicie skorupy planetarnej na glebokosc cwiartki jej promienia. To pomoglo, aczkolwiek Nakamura i Kirsting chcieli odwiesc dowodce od tak drastycznej decyzji, gdyz
— Prawo miedzyplanetarne przestalo nas obowiazywac, odkad zostalismy zaatakowani — odparl Steergard. — Rokowania na kilometrowych falach z translacja i retranslacja moga trwac miesiace, a za czysto fizykalna przyczyna tej rozwleklosci moze sie kryc gra na zwloke dla odwrocenia strategicznych kart. Tej szansy im nie dam. Jezeli to jest nieformalna wymiana zdan, prosze o niej zapomniec, a jezeli
W kontrpropozycjach Heparia zadala dokladnego ograniczenia uprawnien wyslanca. Pojecie „kontaktu“ stawalo sie tym bardziej metne, im ostrzej probowano je sprecyzowac. Steergard pragnal bezposredniego spotkania swego czlowieka z przedstawicielami miejsowej wladzy i nauki, jednakowoz albo sens tych pojec byl calkowicie wichrowaty miedzy Kwintanami i ludzmi, albo i tu wsaczala sie zla wola. Tempe polecial nie wiedzac, kogo ma ujrzec na kosmodromie, czym sie jakos nie przejmowal. Nie czul u ramion skrzydel euforii, nie liczyl na wielki sukces i sam byl zafrapowany wlasnym spokojem. W czasie przygotowan na trenazerach powiedzial Harrachowi, ze nie wierzy, aby go mogli obedrzec tam ze skory —jakkolwiek sa bezwzgledni, czemu trudno sie dziwic, nie sa glupcami. Rokowaniom towarzyszyly deliberacje na pokladzie.
Przy nieustannym oporze strony kwintanskiej punkt po punkcie wytargowali wreszcie warunki poslowania. Przybysz otrzymal prawo opuszczenia rakiety dla lustracji szczatkow falszywego „Hermesa“ i swobodnego poruszania sie w szesciomilowym promieniu wokol swej rakiety z zapewniona nietykalnoscia, o ile nie podejmie „wrogich czynow“ i nie przekaze goszczacej go stronie „groznych informacji“. Wiele klopotu wyniklo przy zglebieniu owych terminow. Nazewnictwo ludzi i Kwintan pokrywalo sie tym gorzej, im wyzszej siegalo abstrakcji. Takie hasla jak „wladza“, „neutralnosc“, „stronnosc“, „gwarancje“ nie ujednoznacznily sie czy to od sily wyzszej, jako zasadniczej odmiennosci dziejow historycznych, czy od wpelzajacej w porozumienie premedytacji. Zreszta i premedytacja niekoniecznie rownala sie checi zwodzenia i oszukiwania, jezeli uwiklana w stuletnia wojne Heparia nie byla swobodna ani suwerenna w danej zgodzie i nie chciala lub nie mogla zdradzic tego „Hermesowi“. Bodaj i tu, jak sadzila wiekszosc zalogi, kryla sie wypadkowa zmagan trwajacych na planecie od tylu pokolen, ze uksztaltowaly zarowno jezyk, jak sposob myslenia.
W przeddzien startu Nakamura poprosil pilota o prywatna rozmowe: tak sie wyrazil. Zaczal okolnie: rozum bez odwagi tylez wart, co odwaga bez rozumu. Wojna, wypchnieta w Kosmos eskalacja, jest — to juz pewne — miedzykontynentalna. W tym stanie rzeczy najlepsze byloby wyslanie dwoch rownoprawnych poslow na oba lady, z uprzednim zapewnieniem, ze nie dostarcza zadnych militarnie istotnych wiadomosci gospodarzom. Dowodca odrzucil ten wariant, poniewaz chce miec na oku losy posla, a statek nie moze jednoczesnie znajdowac sie po przeciwleglych stronach planety. Dowodca chce upewnic Kwintan o woli odwetu, gdyby posel nie wrocil calo. Nie okreslil jego rozmiarow, co jest taktycznie wlasciwe, lecz nie zapewnia poslowi bezpieczenstwa. Nakamura stoi najdalej od krytykowania dowodcy, prosil jednak pilota o rozmowe, poniewaz uwaza to za swoj obowiazek. Jak pieknie pisal Szekspir „Biada podrzednym istotom, co wchodza pomiedzy ostrza poteznych szermierzy“. Poteznych szermierzy jest trzech: „Hermes“, Norstralia i Heparia. Co wiedza Kwintanie? Wiedza, ze intruz ma przewage zaczepno-odporna i umie wyprowadzac ciosy z wysoce precyzyjna celnoscia. W czyim interesie lezy wobec tego zdrowie posla? Powiedzmy, ze posel straci zdrowie. Heparia bedzie dowodzila, ze zaszedl nieszczesliwy wypadek, a Norstralia bedzie obalala te dowody. Tym samym kazda z nich sprobuje tak odchylic odwetowy cios „ Hermesa“, zeby trafil strone przeciwna. Dowodca obiecal im wprawdzie TAD — „
Japonczyk, wciaz grzecznie pochylony ku gosciowi, usmiechnal sie. — Poniewaz nie mamy niezawodnej strategii. Dowodca nie chce rozplatywac wezla. Zamierza go przeciac. Nakamura nie wynosi sie nad nikogo. Nakamura mysli tak, jak potrafi myslec Nakamura. O czym mysli? O trzech zagadkach. Pierwsza jest poslowanie. Czy doprowadzi do „kontaktu“? Tylko symbolicznie. Jezeli posel wroci zdrow, zobaczywszy Kwintan i dowiedziawszy sie od nich, ze niczego nie moze sie od nich dowiedziec, bedzie to olbrzymie osiagniecie. Pilotowi zbiera sie na smiech? Planeta jest mniej dostepna niz Mount Everest. Niemniej, chociaz na tej gorze nie ma nic oprocz skal i lodu, setki ludzi przez cale lata ryzykowaly zycie, zeby sie tam dostac choc na chwile, a ci, ktorzy zawrocili, bo braklo im do szczytu dwustu metrow, mieli sie za