– Tak, ale widzisz, pojawily sie pewne problemy… – wybakala Vanessa.
– A to kto? – Louise zwrocila uwage na Kreola, ktory caly czas jeszcze glaskal kota. – Twoj nowy chlopak?
– No cos ty! – fuknela Van. – Nie jest w moim typie. To moj daleki krewny. Z Chin. Przyjechal tak nieoczekiwanie… no i nie ma sie gdzie zatrzymac. Nie masz nic przeciwko, zeby nocowal u mnie przez kilka dni?
– Nie-eee, na Boga… – ziewnela Louise. – Witamy w Stanach! – krzyknela raptem glosno, zwracajac sie tym razem do Kreola. Wykonywala przy tym jakies dziwne ruchy, jakby rozmawiala z gluchoniemym.
– Co mowi ta wariatka? – dopytywal sie mag, ktory, porzuciwszy kota, ze zdziwieniem wpatrywal sie w niezgrabne gesty panny McDougal.
– Wita sie – wyjasnila Vanessa. – Louise, on nie rozumie ani slowa po angielsku. I w ogole jest troche dziwny. Widzisz, cale zycie spedzil w gorach Tien-szan… Wiec nie dziw sie, jesli wykreci jakis numer.
– Co, pierwszy raz w duzym miescie? – usmiechnela sie Louise.
– No wlasnie. Wyobrazasz sobie – dzisiaj pierwszy raz w zyciu zobaczyl samochod!
– Co ty mowisz?! – szczerze zdziwila sie przyjaciolka. – Nie moze byc! A jak sie nazywa?
– Kreol.
– I co, to wszystko? A nazwisko?
– Nazwisko…? – zajaknela sie Vanessa. – Oj, widzisz no, wylecialo mi z glowy. Zaraz zapytam. Jak sie nazywasz? – zapytala po sumeryjsku.
– Kreol. Nie powiedzialem ci? – Mag spojrzal na nia z niedowierzaniem.
– Nie o to chodzi! – Vanessa przewrocila oczami. – Czlowiek nie moze miec tylko samego imienia!
Do tej pory mi wystarczalo – zasepil sie Kreol, zmartwiony tym, ze potomkowie wprowadzili mode na noszenie kilku imion, a do tego jeszcze sie dziwia, ze ktos ma tylko jedno. – A moze chodzi o tytul? W takim razie jestem Kreol, Syn Kreola, Arcymag Piatego Stopnia Magicznej Akademii Szescdziesieciu Nauk, Pierwszy Mag Ur, Yolange i Babilonu, Posiadacz Teczowej Laski Wladcow, Zwyciezca Szummy, Teja i Methu, Zwyciezca Esketynga i Trzech Wielkich Demonow Enku…
– No to jak? – nie wytrzymala Louise, ktora marzyla tylko o tym, aby znowu znalezc sie w lozku. – On co, sam nie wie?
– Wyglada na to, ze tam u nich nie uzywaja nazwisk – niezrecznie wykrecila sie Vanessa, z rozdraznieniem spogladajac na Kreola, ktory wciaz jeszcze wymienial swoje tytuly. Zdazyla juz pozalowac, ze zadala mu to pytanie – mag najwyrazniej postanowil wymienic wszystkie co bardziej znaczace momenty ze swej biografii. – To zupelne dzikusy…
– Niech bedzie… – powiedziala Louise obojetnie. – No dobrze, dobranoc, jest juz bardzo pozno…
– Raczej wczesnie – wymamrotala Vanessa, patrzac jak za sasiadka zamykaja sie drzwi. – Moj Boze, piata rano!
Zaprowadzila Kreola i, prawdopodobnie, Hubaksisa do swojej sypialni i zamknela drzwi od wewnatrz. Dzinn natychmiast wrocil do swoich naturalnych rozmiarow i westchnal z ulga. Nie lubil byc maly. To znaczy jeszcze mniejszy niz zwykle.
W sypialni bylo dosc ciasno. Lozko, niewielki telewizor, toaletka, dwie szafki – oto wszystkie meble. Kreol od razu usiadl na brzegu lozka – niezbyt lubil spac.
– Lozko jest tylko jedno… – zaczela Vanessa.
– Jedno mi wystarczy – przerwal jej Kreol. – O co chodzi, kobieto, boisz sie, ze sie nie zmieszcze?
– Co za bezczelnosc. – Van pokiwala glowa. – A gdzie ja bede spac, twoim zdaniem?
– Nie wiem, jak w waszym zwariowanym swiecie, ale u nas miejsce kobiety bylo na podlodze – mruknal Kreol.
– Skoncz juz z tym swoim pierwotnym szowinizmem! – nadela sie Vanessa. W nastepnej sekundzie zobaczyla wesole iskierki w oczach maga i nadela sie jeszcze bardziej.
– Pan zartuje – uspokoil ja dzinn. – Na podlodze spaly tylko niewolnice, a kobiety wolne – w lozkach, tak jak mezczyzni. Czasami nawet razem z nimi… Zrozumialas aluzje?
– Milcz, niewolniku – leniwie nakazal Kreol.
– Od razu widac, ze poczucie humoru macie sprzed pieciu tysiecy lat – sucho zauwazyla Vanessa.
– A co? – Hubaksis nie mogl sie uspokoic. – Wedlug mnie, swietnie zmiescimy sie we trojke…
– Milczec, niewolniku!
– To ja powinienem powiedziec! – oburzyl sie Kreol.
Rozdzial 3
Postaram sie wrocic jak najszybciej – obiecala Vanessa. – Louise wychodzi dopiero o jedenastej, wiec siedzcie cicho jak mysz pod miotla. Nie rozmawiajcie z nia – nie daj Boze domysli sie, kim jestescie. Chociaz nie, co ja mowie, i tak przeciez sie nie zrozumiecie… A mimo wszystko zle, ze nauczyles mnie szwargotac po waszemu, lepiej byscie sami nauczyli sie po angielsku…
– To samo mowilem! – przytaknal Hubaksis.
– Milcz, niewolniku – z przyzwyczajenia westchnal Kreol.
– Ciebie to tez dotyczy, skrzydlaty pigmeju! Tylko sprobuj pokazac sie Louise na oczy – odetne nozem twoja dume! Jesli uda mi sie
– Van, a ty dokad sie wybierasz? – zapytal dzinn z ciekawoscia.
Sprawy pozalatwiac, czy to nie jest jasne? Samochod odebrac, po sklepach pochodzic, wpasc do muzeum i wytlumaczyc sie. Obawiam sie, ze bede miala przez was nieprzyjemnosci… A tak przy okazji, Kreolu, nie moglbys pozyczyc mi kilku tych swoich zlotych zabawek? Latwiej mi bedzie sie wytlumaczyc…
– Bardzo prosze… – Wzruszyl ramionami mag.
– Naprawde? – Vanessa byla mile zaskoczona.
– Oczywiscie. Tylko ty w zamian pozyczysz mi reke. Albo noge, sama wybierz. Bo ja bez tych narzedzi jestem jak ty bez reki.
– Mowilam ci juz, ze twoje dowcipy sa stare i zupelnie niesmieszne? – Przygryzla wargi Vanessa. – Dobrze, postaram sie zalatwic wszystko bez nich… Zachowujcie sie!
Drzwi zatrzasnely sie za nia i Kreol z Hubaksisem zostali sami w pokoju.
– Co bedziemy robic, panie? – zainteresowal sie dzinn.
– Trzeba pomyslec… Tyle lat, tyle spraw, az nie wiem od czego zaczac. Zaklecia zaladowalem… Trzeba chyba najpierw przepisac ksiege. Czaszka to nie jest godne zaufania miejsce, mozna cos stracic. Ciekawe, czy ta kobieta ma tutaj pergamin.
– Nie sadze, panie. Pergamin to droga rzecz, skad by go wziela?
– Tak, masz racje… – ze smutkiem zgodzil sie Kreol.
Hubaksis polatal po pokoju, przygladajac sie dokladnie wszystkim drobiazgom. Kilka razy znikl wewnatrz scian, potem przelecial przez drewniana szafe i natychmiast wrocil, zachwycony prawie do nieprzytomnosci.
– Panie, otworz te drzwi! – zawolal. – Bedziesz szczesliwy, klne sie na Wielkiego Chana!
Kreol z niedowierzaniem uchylil drzwiczki regalu i rzeczywiscie, az wytrzeszczyl oczy z zachwytu. Staly tam ksiazki. Vanessa nie miala ich zbyt wiele, ale mimo wszystko zajmowaly cala polke. W starozytnym Sumerze taka ilosc ksiag mozna bylo zobaczyc tylko w domach bardzo bogatych ludzi – tak cenne byly w tych czasach.
Ale nie to tak zachwycilo Kreola – podobne rzeczy przestaly go juz dziwic. Zaskoczyl go papier.
– Jaki bialy i jaki cienki pergamin! – westchnal, gladzac palcami stronice. – I jaki delikatny! Ilez trzeba bylo wlozyc pracy, by nakreslic tyle jednakowych liter! Ilez rekopisow, ilez w nich madrosci!
Zachwyt maga zgaslby natychmiast, gdyby wiedzial, ze (poza nielicznymi wyjatkami) wszystkie ksiazki na polce byly to kryminaly i romanse. Ale nie umial czytac po angielsku, a w jego czasach ksiazki niezawierajace mniej lub bardziej przydatnych informacji po prostu nie istnialy – gdy kazdy egzemplarz trzeba bylo przepisywac recznie albo mozolnie wyciskac na glinianych tabliczkach, literatura rozrywkowa byla nieosiagalna przyjemnoscia.
– Panie, popatrz na to! – Pokazal dzinn. – Ta jest calkiem pusta!